“Gwiazdy” made in TV*

Niewątpliwym sukcesem stacji jest przekonanie widza własnych kanałów, że świat wykreowany przez koncern jest najciekawszy, najważniejszy i jedyny godny uwagi. W końcu to tu występują najgłośniejsze “gwiazdy”.

Mimo, iż jestem u siebie, biuro d/s cenzury stacji czyli “nowe media” zapewne wyśledzi wpis, nie będę używał nazw stacji, programów, nazwisk. Nie mam zamiaru iść na wojne z tym tworem medialnym, gdyż tylko on głosi najprawdziwszą prawdę w tym kraju. Śmiechu warte.

Gdzieś obok świata rzeczywistego powstał świat alternatywny. Świat rozrywki stworzony właśnie przez ten koncern medialny, istniejący w jego licznych kanałach telewizyjnych z głównym na czele, a w ostatnim czasie – wraz z filmem „BrzydUla” oraz bestsellerem wydanym przez pracownika – wychodzący na ulicę.

Mechanizm działania tego świata jest prosty jak bączek, raz nakręcony potrafi bardzo długo się kręcić wokół własnej osi, powtarzającymi się barwami wprawiając widza w zachwyt. W świecie tego koncernu takie kolory intensywnie wirują: ci sami ludzie są gośćmi jednych programów, a gospodarzami innych, na jednym kanale są w jury teleturnieju, a na drugim bohaterami telewizyjnego show lub beznadziejnego serialu. Oglądając tylko kanały koncernu, można odnieść wrażenie, że ludzkość składa się wyłącznie z tych samych kilkudziesięciu osób.

Towarzystwo wzajemnej adoracji

Główna zasada kreowania swoich kanałów, jest prosta. Widzowie lubią to, co znają. Dlatego trzeba robić wszystko, aby w jak najkrótszym czasie mogli jak najczęściej oglądać i jak najlepiej poznać swoich ulubieńców. Począwszy od serialowych aktorów, przez dziennikarzy, prezenterów, na pogodynkach skończywszy. Od tego w dużej mierze zależy powodzenie programu.
Kiedy stacja rusza z nowym programem, możemy być pewni, że jego uczestników i prowadzących zobaczymy: w paśmie śniadaniowym, gdzie opowiedzą o kulisach powstawania programu, ciężkiej pracy i fantastycznej ekipie, u KW, gdzie trochę poprzeklinają, pogadają o “dupie maryni”, u SM powygłupiają się i pozwolą z siebie zrobić pociesznych głupoli, żeby pokazać, że mają dystans do siebie i poczucie humoru. Po drodze będzie może wizyta w kobiecym kanale koncernu, w programie dla młodych mam lub w jakimś innym talk-show. Kolejność dowolna. Dzięki temu większość ma wkreowany własny świat.

Koncern stworzył rzeczywistość, w której co jakiś czas zmieniają się konfiguracje ludzi i programów. Zbiór pozostaje jednak ten sam. I tak ci sami ludzie najpierw występują w serialach, potem w programach rozrywkowych, ci sami prowadzą programy rozrywkowe i telewizje poranne lub robią przegląd śniadaniowej prasy.

Na tydzień przed premierą filmu na dowolnym kanale należącym do grupy średnio co pół godziny: zwiastun filmu. Rano w głównym kanale materiał, jak wyglądało kręcenie kulminacyjnej, budzącą grozę sceny plus wypowiedzi aktorów prosto z planu filmowego. W sobotę, dzień po premierze, na kilku kanałach wyświetla program o kulisach. W niedzielę aktor grający jedną z głównych ról odwiedzi lokalny kanał koncernu, a w poniedziałek wraz z filmową partnerką/partnerem będzie gościł u SM. Za tydzień lub dwa przyjdzie pewnie na wizytę do W. Zapewne wystąpi też w jednej z edycji sztandarowego show. Krótko: sami swoi.

Bączek kręci się w najlepsze. Nawet nie trzeba go dokręcać, bo nakręca się sam.

W ten sposób koncern daje się swojej publiczności poczucie wyższości nad resztą. Świat, który nie jest rzeczywistym światem, jest zawsze obciachowy. Przykładowo, gdyby nie uzależnienie od stacji, to oglądanie panów W i M wydawałoby się niezbyt ciekawą rozrywką. Tymczasem publiczność tych programów ma poczucie, że są to programy najwyższego lotu.

Stacja ma niezwykłą zdolność produkowania własnych gwiazd, ekspertów i autorytetów. Gwiazdą (według kryteriów grupy) może zostać nawet pogodynka. Na początek pojawi się jej zapowiedź pogody między serwisami informacyjnymi w kanale informacyjnym, potem pogodynka trafi na śniadanie. Jeśli się okaże, że widzowie pogodynkę polubili – może dostać nawet własny program na którymś z kanałów. Dziś pogodynki stacji prowadzą programy kulinarne i reportażowo-rozrywkowe. Ukoronowaniem kariery i przypieczętowaniem statusu “gwiazdy” jest występ w tanecznym show.

Ciekawą kwestią jest kreowanie własnych ekspertów. Sztandarowym przykładem jest tu pedagog superniania, stała się ekspertem wielu programów. Podobnie wykreowano stylistę, który swój status fachowca zdobył dzięki występom w stacji. To obecnie już znani eksperci od wychowania dzieci i mody. Podobnie ekspertami w dziedzinie ekonomii w kanale informacyjnym są dziennikarze kanału biznesowego. W telewizji śniadaniowej ekspertami od polityki są dziennikarze z programu informacyjnego o 19.00. Występy mogą byc poprzedzone wizytą rodzinną pierwszoplanowych dziennikarzy, by pokazać jakimi są dobrymi matkami/ojcami, mężami/żonami. W tej sytuacji nic mnie nie zadziwi i nie zaskoczy.

Jest to bezpieczne rozwiązanie, ponieważ gospodarze programów zawsze mają bezpiecznych – bo znajomych – gości do rozmowy. Nie zaliczą wpadki a zapraszani mogą zareklamować i siebie, i swoje programy. A blask wciąż promowanych gwiazd jest coraz silniejszy.

Nie oglądam już stacji tej grupy. Mam swój rozum i swoje poglądy i nikt mi nie wmówi, że czarne jest białe a białe jest czarne, a “gwiazdy” wybieram sobie sam.