Bańka mydlana

W środku zimy doczekaliśmy się wiosennej ramówki mojej „ulubionej” stacji TV. Jak to powiedział jej szef programowy:

„Najlepsza ramówka w mieście”.

Hahahaha. Co, uzależnionym od tej stacji, ona proponuje? Nowe odcinki beznadziejnych seriali i całkiem nowe tasiemce rodzimej produkcji, już okrzyknięte „przebojami”, taneczne show, programy KW i SM. To przecież to samo badziewie, którym stacja karmi swojego widza od wielu lat. Zapewne fan stacji zobaczy też wielkie hity filmowe. Znając wcześniejsze propozycje „hitów” będą to filmy bardzo słabe, bazujące tylko na marketingu, w który chyba wpompowano więcej pasji niż w samą realizację tych filmów. Mało ważne jest to, że te hity wcześniej albo widz obejrzał na innym programie albo posiada już w swojej kolekcji DVD lub takie, których więcej nie chciałby oglądać. Przecież widzowi zawsze można wmówić, że to co już widział dziesiątki razy jest inne niż to co zobaczy, najprawdopodobniej w atrakcyjniejszy sposób bo przerywany 21 minutowym blokiem reklam co 17 minutę filmu.
Nowe propozycje stacji zapewne będą okazją do nowej defragmentacji mózgu widza, co już za chwilę będzie miało miejsce w lawinie promocyjnych spotów. Jest to też świetny moment do promowania już wypromowanych własnych „gwiazd”, o których widzowi nie wolno zapominać.
W każdym razie, gdzie są te hity, o których tak głośno się mówi?! Hmm… Chyba jednak nie w wiosennej ramówce tej stacji.

Czy jest to „najlepsza ramówka w mieście”, nie wiem, ale do tej pory jest jedyną. Konkurencja, za którą też nie przepadam, jeszcze nie odpowiedziała. Nie można jej porównać, więc nie można też o niej powiedzieć „najlepsza”. Można jednak powiedzieć, że jest nadmuchana.

Nadmuchana bańka mydlana w końcu pęka. Zastanawiam się, kiedy i ta pęknie.